Blog > Komentarze do wpisu

PICASSO

 

Dzianie wchłonęło mnie całkiem, zaczęłam bywać w szkole tylko ze względu na ciężki przymus, zresztą szkole jako takiej byłam zawsze niechętna. Uczyć to się uczyłam, nawet mogłam. Dużą część sukienki czy swetra robiłam wkoło, robota nie wymagała wielkiej uwagi, daninę dla szkoły mogłam złożyć.
Nawarstwiało się dużo problemów i wreszcie przyszedł dzień, że musiałam się tym zająć... Z pewnym zdumieniem dowiedziałam się, że mój kumpel Niko wyjechał za granicę i to już dawno. Ze dumieniem, bowiem przyjaźnilismy się się od mojego dzieciństwa, więc dlaczego tak zniknął bez pożegnania?
Był jakiś konflikt między wychowawczynią a mną, nie lubiłam jej, bez przyczyny zupełnie, nawet mi było odrobinę przykro, ale nic nie mogłam poradzić. Takie zjawisko czasem występuje i zupełnie nie wiadomo, co z tym robić. Na dodatek ona była matematyczką, więc brałam te korepetycje na wszelki wypadek.  
W sobotę wyszłam z domu znacznie wcześniej, żeby wpaść na bazar. Z daleka już poznałam babę. Kiedy podeszłam bliżej oniemiałam i straciłam zdolność poruszania się. Na ławie leżały moje rodzone włóczki!!! Żadnej pomyłki być nie mogło! Nie było na świecie drugiego takiego samego zestawu! Wykluczone! Jak to, że nie było drugiej mnie! Baba sprzedawała tu moje włóczki w dodatku potwornie tanio!!! Skandal!
Pierwsza myśl szybciutko zdechła: policja. Otóż nie, żadnej policji!
Wyraziłam zainteresowanie, udałam że nie mam przy sobie kasy, ot zapomniałam i zapytałam do której ona stoi, czy zdążę wrócić.
Na tej lekcji byłam kompletnie rozproszona, korepetytor człek ludzki zabawiał mnie dykteryjkami, wreszcie go pożegnałam. Nie musiałam długo marznąć przy bramie targowiska, bo już z daleka poznałam babę. Wyszła objuczona, rozglądała się chwilkę, przy krawężniku wyhamowało ciemne auto kombi, baba wrzuciła na tył toboły a sama siadła obok kierowcy. Nie stałam rzecz jasna jak słup, ale już biegłam, ściemniało się jednak miałam pewność, że to było to samo auto, które widziałam koło Eli!
Taksówka właśnie wypluła na chodnik przede mną kogoś. W locie chwyciłam za drzwiczki.
- Za tym kombi, niech pan jedzie! - wyrwał mi się rozkaz.
- O rany, ja to mam szczęscie - westchnął kierowca - jak nie mąż żonę, to żona męża śledzi.
W tym momencie zgadzałam się być zdradzaną żoną, co mi tam, niech on tylko jedzie!
Taksówkarz był niezły, trzymał się kombi w pewnej odległości, ale jednak. Jechaliśmy w kierunku ciotki Eli...
- Wiem gdzie oni jadą, proszę się tam nie zatrzymywać - poleciłam, kiedy śledzone auto zawalniało obok znajomej posesji.

- Mów co chcesz, ale to się kupy nie trzyma! - prostestowała bez sensu Tenia. - Do Witka to nie pasuje!
- Tu nie o kupę chodzi, tylko o moje włóczki! Skąd wiesz, że nie pasuje? Baba jak baba.
- Jesteś pewna, że to te?!
- Słuchaj, Dziunia ze Szwecji mi przywiozła moher w okropnym kolorze, wątpie czy czy ktoś tu ma taki sam! "Picasso" się nazywa, włochaty jak piorun. I wszystkie inne ktoś miał takie same?!
- Boję się - westchnęła
- No ja myślę, bo tego tak nie zostawię!
- I tego się boję - potwierdziła.
- Narzędzia to ja mam. Potrzebna będzie pomoc twojej mamy.
- Narzędzia zbrodni? - jęknęła Tenia słabo.
- Nie marudź, gdzieś te włóczki wtrynili, muszę je wydostać, skoro ich tam nie ma całymi dniami... Jaka to zbrodnia?
- Włamanie, przecież to karane!
- A kto ci powiedział, że się włamię?
- Będziesz przenikać przez ściany, co???
Na Danusię można było liczyć zawsze, kiedy w grę wchodziła perspektywa przygody, toteż i tym razem przystała na szaleńczy pomysł odbicia włóczek przemocą na zasadzie: niech gwałt się gwałtem odciska! Chichocząc wspomniała, że siedziała za komuny, to ma wprawę.
Narada wojenna odbyła się w aptece z przerwami. To znaczy nie apteka miała przerwy tylko spiskowcy, kiedy wchodzili klienci.
Ustaliłyśmy szczegóły.
Po pierwsze ani słowa prawdy mojej mamie!
Po drugie oficjalna wersja ma brzmieć, że z Tenią uczymy się jak dzikie u cioci Danusi przez dwa dni.
Po trzecie Danusia musi wymyślić pretekst długiej wizyty u Eli, a my w tym czasie...

- Cóż to jest przeleźć przez płot? Jednak wolałabym obejrzeć teren za dnia - powiedziałam.
- Po co przełazić? Tam jest dziura, kot się zmieści - oświadczyła Danusia.
- Co takiego? - obie z Tenią jednakowo zdziwiłysmy się.
- Oj, tam był u Eli taki mały kotek - Danusia westchnęła - chciałam go nakarmić, no i on przeszedł na drugą stronę, stąd wiem, pod bzem jest siatka nadpruta, tam jest ciasno, ale na czworakach można się zmieścić.
- Mamo! - wyrwało się Teni.
- Co się dziwisz, skąd miałam wiedzieć, gdzie on idzie?

Teren obejrzałam za dnia oddając ciotce Eli żurnale. Sąsiedni dom wyglądał na niezamieszkały od dawna. Oko wytresowane na zabawach w Indian dostrzegło mocno wydeptaną ścieżkę prowadzącą do wielkiego garażu. Wszystko wskazywało na to, że nie ma co zawracać sobie głowy niczym innym.

Tak naprawdę chciałam tylko mieć pewność, że moje podejrzenia są prawdą, jednak zaślepiona, gnana zemstą na Witku, nie myślałam i zapewne nie umiałabym sobie wyobrazić konsekwencji szalonego pomysłu...




wtorek, 16 czerwca 2009, vivictoria

Polecane wpisy

  • ZBRODNIA I SKARPETKI

    Znałam dobrze niechęć ciotki Eli do plotek i takich tam, toteż o nic pytałam, tylko zgarniając reklamówkę z żurnalami rzuciłam od niechcenia: - A tam - majtnęła

  • ROBIMY NAGO NA DRUTACH

    Poszukiwania nam kulały na obie nogi, nawet wszystkie cztery. Miałyśmy zajęcia, niektóre związane z przymusem szkolnym, gniotem rodzinnym, któremu się wydawało,

  • Jana Sebastiana Bacha i Jajcarska

    Obudził mnie chłód i coś iście obrzydliwego, co mi się przylepiło do policzka! Poderwałam się niemrawo, czując że wszystkie członki mam nieprzyjemnie zdrętwiałe

Komentarze
alpio23
2009/06/16 19:57:06
Napięcie narasta i jak tu doczekać następnego odcinka????
-
sowikoj
2009/06/16 23:13:08
No - jak jutro nie będzie następnego odcinka - to się zastrzelę!!! Obstawiam, zę jednak siedzizeć nie pójdzie ;P
.