Blog > Komentarze do wpisu

VA BANK!

(Dziś odcinek wyjątkowo i dodatkowo, bo jednak nie życzymy sobie, żeby Ktoś się zastrzelił :D )

 

Nastały dni, które słabo pamietam, oprócz tego, że robiłam na drutach i nic nie mogło być ważniejsze. Z trudem do mnie docierały wszelkie informacje i wiadomy dzień ciągle się odwlekał.
Tenia też dziwna była, nieuchwytna po szkole, nieobecna w domu?
Na dodatek zostałam zaproszona na wielki kiermasz rękodzieła, gdzie miała być pani Gorzelany, od której, choć pośrednio, nauczyłam się traktować dzianinę dość swobodnie, bez kanonów. 
Nastapiło takie pandemonium, że słów brak. Nie przestawała sprawa Witka mnie dręczyć, o nie! Dawała o sobie znać i wywoływała wrzenie nerwów.
- Dosyć tego - zawołałam do Teni, kiedy ta wreszcie znalazła dla mnie czas. - Gdzie ty się podziewasz? Jak nie chcesz, to nie musisz brać w tym udziału, sama to załatwię, ale bez twojej mamy nie dam rady.
- Pomagałam Witkowi pakowac do samochodu, on mnie też oszukał! Licz na mnie - westchnęła - boję się, ale będę z tobą.
- Czego tu się bać? Nie wchodzimy do klatki z głodnym lwem? 
Wygłaszając to zdanie nie miałam pojęcia, jak bardzo się mylę...

Wreszcie nadszedł ten dzień i udałam się do cioci Danusi, żeby się z Tenią uczyć. 
- O rety, nienawidzę kłamać, ale moja mama nie nadaje się do takiej akcji - mruczałam niezadowolona z siebie.
Plan był starannie ułożony. Danusia miała zabawiać Elę, żeby ta przypadkiem nie zainteresowała się sąsiedztwem, a my z Tenią zbadać co kryje się w wielkim garażu i ewentualnie odebrać swoje. 
Dziura w siatce tuż nad ziemią znalazła się łatwo, Danusia nam dobrze wytłumaczyła. Od biedy człowiek przelazłby do połowy, ale miałam nożyce do drutu i po chwili już droga na całego człowieka, była otwarta. Wysunęłam się pierwsza, rozejrzałam. Na całej posesji panowała cisza, tylko od ulicy słychać było przejeżdżające auta, a blask dalekich latarni łagodnie oświetlał zaniedbane podwórko.
Przy garażu na kilka sekund musiałam oświetlić zamek, żeby się przekonać jaki on jest. Sięgnęłam do plecaka po przygotowane wytrychy i w połowie gestu przypomniałam sobie, że ich nie wzięłam! 
Stałam długo bez ruchu aż Tenia zaszeptała:
-Co ci jest, pospiesz się, ja się boję!
Też się bałam, że zrobiłam więcej głupot. Sięgnęłam do włosów, uciągnęłam spinkę, wygięłam i zaczęłam gmerać w zamku. Mam dwie zaskakujące zalety: znam budowę zamków wszelkiego rodzaju oraz wyobraźnię przestrzenną dotyczącą wnętrz. Słowem, wszelkie bebechy umiem sobie wyobrazić bez zaglądania do nich. Aczkolwiek już byłam zdenerwowana zapominalstwem, zamek otworzyłam błyskawicznie, pomaleńku, bo kto wie, czy takie wierzeje nie skrzypią?  otwierałam. Słabe światło pozwoliło mi na stwierdzenie, że zamek jest zatrzaskowy, nie da się go otworzyć od wewnątrz, więc konieczne jest zabezpieczenie drzwi.
- Nie wchodź tutaj, sama się rozejrze - zaszeptałam do leżacej mi niemal na plecach Teni. - Czuwaj tu, daj znać jakby co. I te drzwi przytrzymaj! 
W środku panowały egipskie ciemności, musiałam zapalic latarkę koniecznie. Jej blask odsłonił istny magazyn! Było pełno części samochodowych, mebli, nowych sanitariatów, telewizory w pudłach. Nie tego szukałam! Wreszcie dojrzałam bezentowy zielony wór. Pomacałam, miękki, ciężki, mój! 
- Uciekaj! - usłyszałam spanikowy szept Teni.
Zgaszona latarka wypadła mi z ręki, w szparze drzwi zobaczyłam blask, chyba reflektorów bo było słychać pomruk silnika!!! Nagle usłyszałam ciszy trzask i zapadła kompletna ciemność, drzwi się zatrzasnęły! 
Ogarnęła mnie wściekłość! Macając w ciemności starałam się oddalić gdzieś od wejścia, świadomość bycia w pułapce zadania mi nie ułatwiała. Ktoś już zachrzęścił w zamku... A ja macałam wokół szukając oręża... Przykucnęłam za czymś, w ręku miałam jakiś wichajster, dość ciężki i długi, w sam raz, żeby komuś przyłożyć! 
Ktoś otworzył drzwi. Z zewnątrz dochodził jakiś harmider, a co mnie zdumiało niebotycznie, wyrażnie słyszałam głos Danusi!
Rozbłysło światło tak potężne, że aż mnie oślepiło. Zobaczyłam faceta tyłem z ręką na przełączniku, kiedy się odwrócił już wiedziałam, że to nie Witek, choć patrzyłam jednym okiem, ostrożnie wyglądając zza łososiowego sedesu. 
- Teraz g*** z tego, zmywajmy się, nie miały te baby co robić, k*** ! - wygłosił do kogoś na zewnątrz, zgasił światło i wyszedł. Zatrzask zadziałał... 
Odłożyłam tę jakąś rurę i ponownie macając zbliżałam się do wyjścia. Towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie, że ktoś w tym garażu jeszcze jest, ale miałam inne zmartwienie. Wydostać się czym prędzej i zabrać ten wór. Dobry i jeden.



środa, 17 czerwca 2009, vivictoria

Polecane wpisy

  • KOCHANA DANUSIA, WARKOCZE I TAJEMNICA

    Ciocia Danusia to była (i jest nadal choć ciutek sterana wiekiem) człowiek-instytucja. Miała wiele zdumiewających zalet oraz, co tu kryć, wariatka z niej rekord

  • ZBRODNIA I SKARPETKI

    Znałam dobrze niechęć ciotki Eli do plotek i takich tam, toteż o nic pytałam, tylko zgarniając reklamówkę z żurnalami rzuciłam od niechcenia: - A tam - majtnęła

  • ROBIMY NAGO NA DRUTACH

    Poszukiwania nam kulały na obie nogi, nawet wszystkie cztery. Miałyśmy zajęcia, niektóre związane z przymusem szkolnym, gniotem rodzinnym, któremu się wydawało,

Komentarze
2009/06/17 20:23:13
O matko to teraz jeszcze lepiej, nic tylko teraz to ja sobie strzele w łeb jak nie będzie kolejnego odcinka do jutra :D
-
2009/06/17 21:26:17
To jest szantaż!
-
2009/06/18 08:41:55
No inaczej bym tego nie nazwała, ale chyba warto :D
.