czwartek, 21 maja 2009


  Wielkimi krokami zbliża się lato.
Niestety, klimat nas nie rozpieszcza. Wieczory ,a i bardzo często dni ,nie sprzyjają odsłanianiu ramion .
Trzeba je przykrywać.
Ręcznie robione dzianinowe cudeńka są do tego idealne.
Nie tylko ogrzeją,ale i przyozdobią.

     Takie na przykład narzutki- poncza:


                   


 Koronkowe i delikatne.

Albo energetycznie zielone z wzorem liści:

             

         
        Dobrym rozwiązaniem będzie również żakiet:

         
                            

 Piękny kolor,niebanalny,podkreślający sylwetką fason. Idealny zarówno do sukienek jak i do dżinsów.

            A co na wieczorne wyjście,kiedy chcemy wyglądać wyjątkowo?
Na romantyczną sukienkę narzućmy lekki płaszczyk :

                   
                            

 Ten w kolorze dojrzałych malin;

albo taki o barwie pustynnego piasku:


                          

      W takich rzeczach na pewno będziecie czuć się i wyglądać doskonale.
Te i mnóstwo innych ,unikalnych dzianin zrobionych ręcznie są do nabycia w


          NASZEJ GALERII

     Serdecznie zapraszamy.
piątek, 15 maja 2009

Coś ciągle Tenię i mnie spychało z drogi pentrowania miasta. Nadzieja zdechła całkiem, byłyśmy pewne, że Witek sam z siebie nie zjawi się nigdy... Po głowie mi zaczęły chodzić zbrodnicze myśli, z dzikim chichotem, że najpierw przestępstwo wobec fiskusa - choć według mnie było odwrotnie, fiskus mi zrobił coś złego! - a potem krwawa zbrodnia z pastwieniem się nad zwłokami, bo zabić takiego drania, to stanowczo za mało!
Wśród tych rozmyslań, zadzwoniła ciotka Ela, miała żurnale z Niemiec, mogłam sobie pożyczyć. Nie przepadałam za Burdą, taka była paniusiowata, wyparasowana na gładko, zero polotu i wdzięku, ale wykroje były genialne i na ich bazie mogłam zrobić po swojemu.

Najchętniej poleciałabym natychmiast, ale mieszkała daleko, cała wyprawa na pół dnia, mogłam dopiero w niedzielę. Mądrze sprawdziłam, że ciotka leży w pobliżu kilku ulic na jot, postanowiłam więc je sprawdzić.
Opuściłam mieszkanie rano, jak na dzień świąteczny, bo o dziesiątej. Było słonecznie, ale chłód pastwił się nad miastem. Wysiadłam cztery przystanki przed moim celem i ruszyłam w ulicę na jot. cieszyłam się z tych żurnali, bo wieści ze świata mody docierały ciągle szczątkowe, w dodatku coś takiego jak dziennikarstwo związane profesjonalnie z modą nie istniało, wyjątkiem była Barbara Hoff, co nie zaspakajało apetytów. Moim zmarwieniem była moda lokalna, która w tym sezonie nakazywała mieć dzianiny w naturalnym kolorze wełny, kremowym. Miałam już resztki i prawdziwy problem, bo zamówienia sypały się jak rzadko. 
Rozmyślając opatrzyłam się pod furtką ciotki, zdając sobie sprawę, że zawartość i wygląd tamtej ulicy na jot całkowicie przesłoniła kremowa wełna! Jednocześnie zarejestrowałam jakiś dźwięk, znajomy, więc odwróciłam głowę i zobaczyłam już tylko tył samochodu kombi, granatowego. Ognie na mnie uderzyły, bo dałabym głowę, że tak samo warczało auto Witka! jechało tak samo wolno i zatrzymało się przy następnej posesji. Obok furtki ciotki rósł potężny krzak i wszystkimi szparami wydostawał się na zewnątrz, miał jeszcze nieco liści, więc przywarłam do niego, coś mi mówiło, że nie powinnam się pokazywać. Ktoś wysiadł, widziałam czubek głowy, ktoś podszedł do bagażnika tak, że widziałam tylko jego tyły. Facet. Wzrost, włosy, sylwetka się zgadzały. Za wszelką cenę musiałam się upewnić! Ten ktoś wydostawał ze środka jakiś ciężar. Zaszczękało we mnie i czułam jak włosy mi się jeżą. Ostrożnie położył na brzegu chodnika podłużny, ciężki, wiotki kształt odziany w mój wojskowy wór! No taki sam! 
Nie mogłam zobaczyć dalszego ciągu inaczej, niż przypadając do chodnika. Zasłonięta przez gałązki widziałam nogi wykonujące ostrożne kroki i znikające w bramie sąsiedniej działki. Poruszając nię na czworakach, ruszyłam w tamtą stronę...
- Drogie dzieko! - usłuszałam nagle, w okolicach końca mojego odwłoku - co ty robisz??? Słabo ci? 
Droga ciotka Ela najwyraźniej mnie wyglądała i przyznaję, moje manewry mogły ją dziwić, czemu nie.
- Zgubiłam żeton na telefon - starałam się opanować trzepot nerwów - trudno, mam drugi - zełgałam.
Obejrzałam się jednak na auto ze wszystkich sił starając się zapamiętać rejestrację.


09:18, vivictoria
Link Komentarze (2) »
środa, 06 maja 2009
Poszukiwania nam kulały na obie nogi, nawet wszystkie cztery. Miałyśmy zajęcia, niektóre związane z przymusem szkolnym, gniotem rodzinnym, któremu się wydawało, że jak nas nie widzi nad zeszytami, to jutro nasz wyrzucą za szkół. Na dokładkę posypały się zamówienia na sukienki i swetry.
W tle ciągle pikała nadzieja na cud w postaci Witka zgłaszającego się do nas.
- Słuchaj, a może on jest nieśmiały? - powiedziała Tenia, mieszając herbatę w "naszej" kawiarni.
- Daj spokój, mi chodza po głowie różne myśli, być może on nie zdaje sobie sprawy, że my nie mamy adresu? Błagam! Nie myślmy, tylko szukajmy go!
Wolałam nie rozpamietywać utraconych włóczek, bo to była naprawdę potężna strata finansowa. Nie dość, że same zagraniczne, co wtedy wywoływało dreszcz upojenia, bo kawałek jakby zakazanego świata i innej jakości, to kupowane za żywe dolary nabywane nielegalnie. O tym, jak kupowałam pierwszy raz zagraniczne bilety bankowe w zielonym kolorze powinnam zamilczeć na wieki, bo zrobiłam z siebie idiotkę dużej klasy. Wiedziałam mętnie bardzo, że tacy jedni je sprzedają pod bankiem pekao, wiec udałam się tam i wytrzeszczyłam oczy na wszelkie strony. Zdawałam sobie sprawę, że nie to nie może być kiosk, nikt nie będzie podpisany, ale jak i po czym poznać cinkciarza?! Przechadzałam się pod bankiem długo, determinacja we mnie była potężna, bo nie włóczki chodziło - a o coś tak zwykle-niezwykłego jak... mydło. Mydło, mówię takie do mycia w kostkach. Tamten ustrój wydzielał mydło na kartki, jeden kawałek na dwa miesiące!!! Za to tylko powinni wszyscy tamci decydenci zostać skazani na karę śmierci, nic mniej!!! Tego im nie daruję i żadne chrześcijańskie miłosierdzie mi nigdzie dla nich nie siedzi! 
Przechadzałam się chyba z godzinę, nikt mi nie pasował na sprzedawcę, wreszcie zrównał się ze mną jakiś chłopak i wygłosił w powietrze:
- Tam, z boku banku, w tej uliczce - ruchem głowy wskazał kierunek.
Łypnęłam i zobaczyłam sporą grupkę, która do mnie machała radośnie i śmiała się! Oni mnie obserwowali i robili zakłady, kiedy wpadnę na to, żeby zrezygnować z defilowania przed frontem...
Potem sprzedali mi te dolary po promocyjnej cenie, nabyłam mydło w dużej ilości, jeszcze mi zostało, więc kupiłam włóczkę i... przepadłam! 
Z drugiej strony te wspaniałe, tak zwane efektowne, włóczki jak dla mnie mają małe zastosowanie, same w sobie fantazyjne ograniczają możliwości dziewiarki, więc wolę przędze zwykłe, gdzie dużą rolę gra gatunek, grubość i kolor a reszta należy niepodzielnie do mnie.
Wieczory spędzałam nie na rozrywkach, jak większość rówieśników a na dzianiu. Moja mama dzielnie działa także. Siedziałyśmy zwykle pod wielką lampą do późna w noc, jęcząc, że nie mamy po dodatkowej parze rąk, że gorąco pod tymi zwałami wełny, że nalepiej byłobyć robić nago na tych drutach... 
Tego się bałam cały czas.
- Słuchaj, a ty masz zamiar podarować te wszsytkie włóczki, temu, jak mu tam? Witkowi? 



piątek, 01 maja 2009

Bawełna, len, akryl, wiskoza, jedwab - to surowce lubiane latem. Sweterek, bluzeczka z bawełny plus ażury i mamy modę i wygodę w jednym. Dzianinowe topy lubimy bardzo, a na wieczory letnie, nad wodą, w górach, na jeziorach zawsze poecamy cieniutkie jak mgiełka sweterki koronkowe.

Wiele osób jednak unika przejrzystych bluzek, wzdychając z żalem. Przciskane pytaniami odpowiedzi udzielają różnych: że stanik widać, ramiączka, że to już nie ten wiek, że nie wypada...

Na wszystko jest rada, nawet na wiek! Panie, które twierdzą, że to już nie dla nich nie muszą nosić topików na ramiączkach, krótki rękawek, mniejszy dekolt - nawet w największe upały będzie przyjemnie, gdy bluzeczka bawełniana, nawet z mniejszymi ażurkami.

Na stanikowe dylematy jest kilka rad. Panie z mniejszym biustem mogą używać stanika-bandamy - są one w różnych kolorach. Kto musi musi nosić solidny stanik, niech kupi na lato kolorowe, lub używa takiego od opalacza. Problem ramiączek można rozwiązać kupując kolorowe. Najgorsze rozwiązanie to niby niewidziane silikonowe ramiączka - budzą we wszytkich negatywne wrażenia. Lepiej już zaopatrzyć się w króciutką "podkoszulkę" ukrywającą i stanik, i ramiączka. Sprawdza się w tej roli naturalny jedwab.

W pięknych okolicznościach przyrody można tak nie przejmować się detalami, po to w końcu jest lato, jest luz!

20:44, dzianamafia
Link Komentarze (1) »
.