z warsztatu

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

  Robienie na drutach czy szydełkiem - to prawdziwa frajda i relaks. Niemniej... No, właśnie!

Większość dziejących to Panie, mające na głowie dodatkowo dom, dzieciaczki, nierzadko psa lub/i kota (lub ich wielokrotność), dodatkowo prowadzą własne firmy lub pracują. A doba ma jak wiadomo tylko 24 godziny. Choć patrząc na tempo prac niektórych osób zaczynam wątpić czy spać powinnam. ;P
Czasem bywa - porywamy się z motyką na słońce i okazuje się, że czas, który możemy danej robótce poświęcić jest niewystarczający i pora raku na którą efekt końcowy miał być przeznaczony właśnie minęła. A że moda ma swoje prawa – nie wiadomo, czy w kolejnym sezonie ten wzór i fason będą modne.
I tak co raz mniej czasu poświęcamy temu projektowi, zaczynamy podchodzić do niego z dużymi oporami. Co oczywiście skutkuje dalszym rozciągnięciem czasu i mamy nowy wyrób o nazwie „leżak”. Oczywiście niektóre z nas mówią o nich trupy z szafy lub jeszcze inaczej. No a jeśli okazuje się, ze robótka przerasta nasze umiejętności, to już poza etap leżakowania nie wychodzi.

Jestem osobiście ciekawa jaką nomenklaturę mają w waszym języku takie prace i ile ich macie,  Drogie Dziewiarki. Pytam nie tylko z ciekawości, chcę bowiem pokazać naszym szanownym klientom iż geniusz też w bólach się rodzi!
Żeby nie być gołosłowną – mój leżaczek wygląda tak.... ale się już za niego zabieram!!!! Słowo pisane zobowiązuje!

Pozdrawiam!
Iwona vel Sowikoj

Kliknij w obrazek, by go powiększyć!

10:32, dzianamafia , z warsztatu
Link Komentarze (4) »
.